piątek, 15 maja 2015

Cz.5



Mieszkanie było urządzone dość nowocześnie, dominowały ciemne kolory. Zaprowadził ją do łazienki.
- Usiądź tutaj- wskazał na taboret. Posłusznie wykonała polecenie. Nadal była skołowana całym wydarzeniem. Wypadek, pocałunek, nazwanie jego dziewczyną i… rany.
- Co z tobą?- zapytała
- Co?
- No, rany.
- Już się zasklepiły.
-?
- Widzisz, nie jestem człowiekiem, jestem swego rodzaju… demonem. Dzięki energii mogę sam się leczyć.
- Dlatego mnie pocałowałeś?
- Mogę w ten sposób zawrzeć kontrakt z człowiekiem. Żywię się energią życiową, którą pobieram przez pocałunek, jeżeli pocałuję człowieka, on staje się moim pożywieniem, a ja jego sługą. Ściągnij koszulkę.
-Nie.
- Inaczej nie opatrzę ran.
Chwilę mierzyli się wzrokiem. W końcu Karolina uległa.
-Ał- powiedziała, gdy środek odkażający dotknął jej skóry.
- Spokojnie- demon zdawał się nie zwracać uwagi na to, że dziewczyna jest w samym staniku. Zabandażował jej ręce od łokcia do nadgarstków, tam gdzie asfalt zdarł jej skórę, tak samo plecy. Gdy skończył zapakował apteczkę do szafki.
- Czyli masz ze mną kontrakt?- zapytała.
- Tak.
- Jak go można zerwać?
- Przez bezuczuciowy seks- w tym momencie ściągnął zakrwawioną koszule i spodnie.
-Kurwa, mózg mi odmówił współpracy. Takie coś to w mangach, a nie w życiu-nastąpiła chwila ciszy- to musi być sen,  w końcu i tak te koszmary stają się coraz bardziej realistyczne. Idę do domu.
Jak powiedziała, tak zrobiła, ubrała koszulkę i wróciła do jak zwykle pustego domu. Od razu położyła się do łóżka.

poniedziałek, 11 maja 2015

Cz.4



Pomimo to jej niechęć wobec młodego chłopaka słabła, imponowała jej jego inteligencja. Kolejną lekcją w planie był taniec. Zwykle nikt nie wybierał cichej i na pozór wyniosłej dziewczyny, dlatego tym większe było jej zdumienie (i nie tylko jej), gdy przed nią stanął Antares.
- Mógłbym prosić Panią do tańca?
- Co ty robisz?! Aż tak Ci się  znudziło piękno innych kobiet?
- Tak damy nie odpowiadają- jego postać na chwilę spoważniała.
Tak jak zwykle, gdy Karolina była zmuszona do tańca z partnerem wyłączała umysł. Nie chciała wkładać uczuć w kroki, bo, tak jak kilka lat wcześniej, zgubiłoby to ją.
- Dobrze tańczysz- faktycznie, mimo znacznej różnicy wzrostu tańczyło im się doskonale- przez Ciebie robię się głodny.
- Przestań mleć tym ozorem i się skup- chwile po tańcu odtworzyła swoje słowa w głowie i natychmiast ich pożałowała, nie chciała być, aż taka ostra.
Wracając do domu rozważała przeproszenie chłopaka. W sumie cały czas był miły, pomimo jej nieprzyjemnej postawy.
To była tylko chwila, kończyła przechodzenie przez ulicę. Świst opon wyrwał ją z zamyślenia, w tym samym momencie poczuła, że ktoś spycha ją na chodnik. Otworzyła oczy, leżał na niej Antares. Zauważyła auto, dosłownie trzy centymetry od nich i coś jasno czerwonego na spodniach kolegi. Duża poszarpana rana.
-Ant?Antares? Hej, słyszysz mnie?
-Ugh…- na szczęście żył- potrzebuję…energii.
-Co?- nie mogła zrozumieć jego słów.
- Energii- w tym momencie chłopak wpił jej się w usta. To nie był delikatny pocałunek, był zachłanny i łapczywy. Jego język wręcz szalał. Dziewczyna z pewnością by go odepchnęła, gdyby nie fakt, że dostrzegła coś dziwnego dziejącego się z raną Antaresa. Na jej oczach rana zasklepiła się.
- Uff… Dzięki, już od miesiąca nic nie jadłem.
- Dzieciaki, nic wam nie jest?
- Nic, przepraszam, za swoją dziewczynę, ostatnio chodzi z głową w chmurach.
„Co się do cholery dzieje?”- Karolina nie była w stanie wykrzesać choćby słowa. Dopiero gdy niebieskooki pomógł jej wstać i odeszli kawałek dalej odzyskała głos.
- Co to miało znaczyć?! Że niby ja twoje dziewczyna?!! To był mój pierwszy pocałunek!
-Dlatego taki dobry…- mruknął pod nosem- idziemy do mnie- wziął ją za rękę, ale wyrwała się.
-Nigdzie z tobą nie idę!
- Po pierwsze: przed chwilą uratowałem Ci życie. Po drugie: nie będę łaził w zakrwawionych ubraniach. Po trzecie: twoje rany trzeba opatrzyć- wskazał na jej ręce. Faktycznie, z łokci skapywała mała strużka krwi, a na prawej łopatce czuła szczypanie.
- Dobra, idę.

sobota, 18 kwietnia 2015

Cz.3



Lekcje mimo wszystko przebiegły bardzo spokojnie. Karolina przyzwyczajona do stania z boku, wymieniła zaledwie kilka słów z najlepszymi przyjaciółkami. Resztę czasu poświęcała próbom wyłączenia mentalnie swojego słuchu i skupieniu się na rozmowie prowadzonej w znacznej odległości od niej. Dzięki temu mogła podsłuchiwać, bez podejrzeń.
Antares mimo wielokrotnych zaproszeń stał w kącie i czytał książke, oprawioną w czarny papier. Gdyby ktoś odważył się zerknąć pod papier na pewno zdumiałby się tytułem książki, jednak nikt nie kwapił się, by go o to zapytać, jego niezwykłe ciemnoniebieskie oczy mogły zmrozić na miejscu, a wysoki wzrost tylko potęgował wręcz demoniczną aurę.
Dwoje odludków, jak samotne księżyce, czy przyciągnie ich grawitacja?
Minął już tydzień nowego roku. Tempo prac nałożonych przez nauczycieli stopniowo się powiększało. Nawet ktoś taki jak Antares, prawie usypiał na lekcjach.
- Tu masz błąd- Karolina nawet nie patrząc w jego stronę wskazała błąd w jego zeszycie. Cały czas kątem oka śledziła ruchy długopisu i wiedziała co pisze.
- No tak, masz naprawdę przytomny umysł, żeby zajmować się dwoma zeszytami naraz. Pewnie długo śpisz- złośliwiec, widział przecież ślady korektora pod oczami.
- Chyba niewiele o mnie wiesz.
- To mi opowiedz, jestem bardzo ciekaw.
- Możesz pomarzyć.
- Czemu jesteś taka oschła?
- Ja nie…- nastąpiła chwila ciszy- Antares to jedna z gwiazd gwiazdozbioru skorpiona, czasami patrzę na nią, jak nie mogę spać.
- Właśnie stąd pochodzi moje imię. Jesteś spod znaku skorpiona?
- Tak, skąd wiesz?
- Kto znał by na pamięć imiona gwiazd? Ten gwiazdozbiór musi dla Ciebie coś znaczyć.
„Sherlock…”-pomyślała Karolina-„Tacy sa niebezpieczni”- szybko wróciła do przerabianego zadania.

wtorek, 31 marca 2015

Cz.2



- Po cholere mam oprowadzać jakiegoś mega przystojnego, pociągającego chłopaka po szkole?- był bardzo wczesny poranek, gdy myśli Karoliny zaprzeczały same sobie. Miała za sobą kolejną bezsenną noc. Pełną koszmarów, strachu i łez. W samej nocnej koszuli wyszła na balkon. Zimne powietrze nieco ją orzeźwiło. Przetarła wierzchem dłoni ślady soli na policzkach.
- Kolejny dzień, prawda Filip? Mam nadzieję, że spałeś lepiej niż ja- choć rzuciła słowa na beznamiętny wiatr, miała nadzieję, że dotrą do Niego. Do Filipa.
Równo z wybiciem 7.15 weszła do szkoły. Akurat, gdy skończyła się przebierać przyszedł Antares.
- Nie wyspałaś się?
- Czemu pytasz?- czy wiedział?
- Masz podpuchnięte oczy.
- Zawsze tak mam- chłód ani na chwile nie opuszczał jej serca, zawsze tak miała, gdy myślała o Filipie- zaraz będzie po sprawie-sięgnęła do plecaka po korektor i lusterko- świetnie, zapomniałam lusterka.
- Nic nie szkodzi, nałożę Ci- Antares znowu arogancko się uśmiechnął, bawiło go zachowanie tej dziewczyny.
- Co?- nawet nie zdążyła zaprotestować, bo już trzymał jej korektor i pochylał się w stronę jej twarzy.
- Mogłabyś zdjąć okulary?
- Poradzę sobie- uniosła lekko brew i nie dotykając jego dłoni wyjęła kosmetyk. Dobrze, że  w szatni nikogo nie było. Wyjęła telefon i użyła, jak lusterka. Gdy już skończyła schowała wszystko do torby.
-Idziemy?
- Oczywiście- „Ten chłopak jest jakiś podejrzany, nigdy nie spotkałam kogoś tak śmiałego i nonszalanckiego jednocześnie, kim on jest?
3 piętro
- Tu są klasy trzecie, sala plastyczna i językowa, tu toalety.
2 piętro.
- Tu klasy pierwsze i drugie, toaleta  i sala techniczna.
1 piętro
- Gabinet dyrektora, sekretariat, pielęgniarka i sala informatyczna.
Parter
-Sala gimnastyczna, biblioteka szatnie męskie
-1 piętro
-Szatnia, składzik, sala taneczna i biblioteka.
- Sporo tego. Nie wiem czy zapamiętam.
- Kłamiesz, już pamiętasz- To było jasne, jego kroki były pewne, a w jego postawie nie było ani odrobiny wahania.
- Skąd ta pewność?
- Po prostu to widzę. Do zobaczenia na lekcji- dziewczyna nieco wyprowadzona z równowagi poszła do przyjaciółek.

poniedziałek, 30 marca 2015

Cz.1



Rozpoczął się drugi rok nauki w szkole. Wszyscy są szczęśliwi.
Jednak dołączył nowy uczeń. Czy to wszystko zmieni?
Po apelu na Sali gimnastycznej klasa 2a udała się do swojej klasy. Tam przedstawiono im nowego ucznia.
- To antares(skorpion). Myślę, że resztę sam wam powie. Proszę, usiądź tam- wychowawczyni wskazała na miejsce tuż obok dziewczyny o dużo bardziej pospolitym imieniu- Karolinia.
Dziewczyna uważnie mu się przyjrzała. Był wysoki, miał jasną karnację, czekoladowe włosy i ciemnoniebieskie hipnotyzujące oczy. Jego twarz mogłaby przerazić ducha, nie brzydotą, tylko chłodnym, jak lód  pięknem. Prefekcyjne zarysowane kości policzkowe i leciutko zadarty nos. Karolinie wystarczyła dosłownie sekunda na ocenę tego wszystkiego. Była wprawiona. Od kilku lat  starała się dorównać głównemu bohaterowi książek doyl’a, sherlockowi holmsowi. Efekty były znikome, jednak pozwalały się nieznacznie wyróżnić z tłumu. Szybko przeżuciła wzrok na nauczycielkę. Plan lekcji, ogólne plany na najbliższe miesiące i do domu.
Przy wyjściu Antares zastąpił drogę podejrzliwej dziewczynie.
- Mogłabyś oprowadzić mnie jutro po szkole?- jego uśmiech jednak nie był miły, a arogancki, To nie spodobało się Karolinie. Rzekła ozięble
- Skoro ci na tym zależy, to bądź o 7.20 w szkole- nie lubiła przepychać się przez tłumy innych uczniów. Ruszyła w stronę przystanku, nie czekając na odpowiedź.
- Nie ma problemu- powiedział do jej pleców. Lekko szokowała go postawa nowej znajomej. Większość dziewczyn bezwstydnie gapiła się na niego, a jak się dosiadał do ławki to przy okazji keiła. Ona nie dość, że tak szybko omiotła go wzrokiem, to traktowała bardzo ozięble.
- Ciekawa z ciebie osóbka- mruknął pod nosem. Liście wokół niego zawirowały, a on sam zniknął spod szkolnej bramy.
-Kra, kra- zakrakał nieopodal kruk.